Ponieważ od kilku lat wyznaję zasadę, że w pierwszy dzień nowego roku trzeba powspinać się w skałach - choćby nie wiem jaki mróz był - nie mogło być inaczej i tym razem. W związku z tym, jak tylko pojawiła się możliwość wyjazdu na trochę ponad dwa tygodnie do Hiszpanii żeby powspinać się w ciepełku, nie mógł bym spojrzeć w lustro gdybym z niej nie skorzystał :) Tak więc, zamiast tradycyjnego wypadu na pobliskie baldy, w Nowy Rok było wspinanie w rozgrzanych słońcem skałach Margalefu i Siurany!

I jak zwykle po powrocie z takich miejsc pojawia się tradycyjna rozkmina: co zrobić żeby jak najszybciej tam wrócić, i najlepiej zostać na stałe. Sprzedać mieszkanie… samochód… nerkę?! :)

Weekend na Ostašu oficjalnie uznaję za bardzo udany :)

Chciałem tu coś mądrego napisać, ale wyszło jak zwykle. Całe szczęście na klawiaturze jest przycisk “delete” także trzymajmy się wersji, że jedno zdjęcie wyraża więcej niż tysiąc słów…

Meritum w każdym razie jest takie, że dawno już nie uprawiałem głazownictwa a spręża do wyciągnięcia padów zapewniła ekipa ze wschodu, która dzielnie cisnęła skandynawskim bolidem przez ponad 300km “pod górkę” żeby się zmierzyć z kusiętowską skałką :) I chwała im za to, bo najwyraźniej potrzebowałem odmiany od sznurka i przy okazji ukradłem trochę nowej motywacji do wspinania.

Dawno nic nie było, więc pora trochę odkurzyć bloga. A ponieważ zabrałem ostatnio idiotenkamerę do Mamutowej, to wreszcie jest co wrzucić :)

Franken po raz kolejny. 10 dni, w tym 15 sekund deszczu, przez resztę czasu totalna lampa - aż ciężko uwierzyć, że na Franken nie było przez tyle czasu porządnej zlewy :)